Pompowanie kół azotem

Większość kierowców pompuje koła swoich pojazdów sprężonym powietrzem. To najprostsze rozwiązanie, tanie i skuteczne. Przemawia za nim łatwość jego stosowania. Kiedy sprawdzamy ciśnienie w oponach, możemy od razu szybko je dopompować. Najłatwiej byłoby zrobić to za pomocą kompresora na stacji benzynowej, ale niekiedy bywa on uszkodzony, nieprecyzyjny lub w ogóle niedostępny i warto mieć ze sobą ciśnieniomierz i pompkę lub kompresor zasilany z gniazda zapalniczki. Po co więc to wszystko komplikować używaniem azotu? Jego przecież samodzielnie nie dopompujemy.
Otóż powietrze, którym oddychamy, zawiera ok. 21% tlenu. Świetnie, bo dzięki temu żyjemy. Tlen nie jest jednak gazem obojętnym i wchodzi w reakcje z materiałami, z którymi się styka. Dotyczy to też felgi i wnętrza opony. Azot zaś jest gazem obojętnym i nie powoduje korozji, więc w praktyce wydłuża życie opony i felgi.
Wbrew pozorom używanie azotu do pompowania kół nie jest też najnowszym wymysłem. Już w latach 60. wykorzystywano go w pojazdach pracujących w trudnych warunkach. W trudnych warunkach jeżdżą też auta rajdowe i bolidy F1. Ich opony również są pompowane azotem. Najbardziej w kość dostają opony lądujących samolotów. W nich także jest azot.

Azot – niewrażliwy

Gaz oznaczany w tablicy Mendelejewa literą N jest też mało wrażliwy na zmiany temperatury – nie powodują one dużych zmian jego objętości. Z powietrzem jest inaczej. Po nadejściu pierwszych mrozów okazuje się, że ciśnienie w oponach spada, podczas poważnych upałów i podczas szybkiej jazdy – rośnie. Z azotem takich numerów nie ma.


Kolejnym argumentem za stosowaniem tego gazu jest jego czystość. Otóż azot pompowany w koła pochodzi z butli, ktoś go wyprodukował i tam wtłoczył. I tylko azot. Tymczasem kompresor na stacji benzynowej zasysa wszystko, co się w powietrzu znajduje. Spaliny, różnego rodzaju zanieczyszczenia, opary benzyny, a nawet olej. To są substancje, które niszczą gumę – wewnątrz, tam, gdzie tego nie widzimy.

Azot jest trwały

Jeszcze nie jesteście przekonani? Myślicie: „Przecież nie jestem Lewisem Hamiltonem!”. Przeczytajcie to: azot w oponie utrzymuje ciśnienie trzykrotnie dłużej, niż zwykłe, przestarzałe technologicznie powietrze. Co to dla nas oznacza? Że trzykrotnie rzadziej możemy sięgać po manometr. Ale ma też bardziej pragmatyczny wymiar. Chodzi o to, że przez długi czas ciśnienie w oponie ma prawidłową wartość. Dzięki temu nie będziemy się poruszać na gumach niedopompowanych lub przepompowanych. A ciśnienie niższe od nominalnego o 0,2 bara zwiększa zużycie opon o 10%. Dokładnie o połowę spada żywotność gum z ciśnieniem niższym o 0,6 bara od zalecanego.

Wady azotu?

Jedynym minusem stosowania tego gazu jest fakt, iż sami raczej sobie kół nim nie napompujemy.
W sytuacji awaryjnej oczywiście możemy dopompować koło powietrzem, ale potem znowu warto wybrać się na aplikację azotu, by cieszyć się jego zaletami. Kolejny, ale drobny wydatek, który musimy (a przynajmniej powinniśmy) ponieść, wiąże się z kupnem odpowiednich nakrętek na wentyle – oczywiście zwykłych, ale w kolorze zielonym lub czerwonym. To ułatwia zadanie mechanikom – wiedzą po prostu, że koło jest napompowane azotem i tym gazem powinno być dopompowane.

All right reserved (c) 2020 ECO-cars.

Realizacja: tinsmedia